Po raz kolejny przeczytałam porażające moje oko sformułowanie „kochać za bardzo”. Charaktery wystosowały ankietę pt „”. Wyniki… Ponad 72% osób na tamten moment uważało, że to jest możliwe! I to osób, które czytają choćby posty psychologiczne. Co to jest za chory pomysł promowanie takiego sformułowania bez spojrzenia pod powierzchnię tego co ono ze sobą niesie?!
Z pełną odpowiedzialnością chcę powiedzieć:
NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI BY KOCHAĆ ZA BARDZO
Stopniowanie miłości nie ma sensu. Czy jeśli ktoś mnie kocha to istnieej różnica między kocham a bardzo kocham? W normalnych warunkach to tylko kwestia ekscytacji chwilą. Jest natomiast dla mnie oczywiste, że osoby uważające, że kochają za bardzo nie kochają wcale. Nie kochają przede wszystkim siebie. Uzależniają się od osób i osaczają je z lęku przed odrzuceniem, uważając siebie za niegodne miłości jeśli nie będą potrzebne, przydatne. Wyręczają partnera/kę we wszystkim, czasem tolerują coś czego tolerować nie sposób jeśli kocha się siebie (np. przemoc, hazard) i jeśli nie dostaną okruchów uwagi, które często napędzają spiralę – będę starać się jeszcze bardziej to okruchów będzie więcej- zaczynają wchodzić na poziom manipulacji i pakowania w poczucie winy „ja ciebie tak kocham a ty co? ja jestem ofiarą, ja daję z siebie wszystko a ty?” Owszem takie osoby są ofiarą, ale braku miłości do siebie i lęku przed samotnością egzystencjalną, a propaganda takich sformułowań jak to „kocham za bardzo” pozwala im zrzucać winę na partnera/kę zamiast zatrzymać się nad przyczyną i mechanizmem swojego postępowania, który to tę osobę „nadkochającą” prowadzi do destrukcji i kopania głębokiego grobu dla swojego poczucia wartości.
Nie napisałam tego tylko dlatego, że takie są teorie, ale ze względu na to, że znam ten sposób funkcjonowania. Psycholog, terapeuta też człowiek. Kiedyś nie kochałam siebie. Znam to. Więc proszę wszystkich z takim sposobem budowania pseudorelacji. Przyjrzyjcie się kochani sobie. Zasługujecie na miłość własną i innych, bez cienia uzależnienia emocjonalnego. Moja Droga, Mój Drogi – nie musisz być przydatny i potrzebny, żeby być kochanym. Nie będziesz stać na stopniu podium samotności jak postawisz na siebie. Będziesz na nim stać ze złotym medalem samotności i poczuciem krzywdy jeśli się od tego mechanizmu nie uwolnisz. Nie traktuj tak siebie i nie zgadzaj się na takie postrzeganie przez bliskich. Jeśli będzie Ci to zbyt trudno zmienić samodzielnie, a wiesz, że chcesz to znajdziesz pomoc u mnie, lub innego terapeuty, którego sobie wybierzesz… Masz prawo być szczęśliwa/y ze sobą i w związku.
Pozdrawiam serdecznie.
EG

