Wpis na prośbę co zrobić jeśli jest:
„Żal, który nie pozwala ruszyć do przodu tylko siedzi w człowieku. Żal do rodzica, który umarł przedwcześnie, żal do ojca, który odszedł, żal do partnera, który wybrał inną drogę życia.”
W naszym, życiu rozstania, bez względu na to czy przyczyną jest śmierć, czy jest to odejście kogoś czy nasze własne odejście z relacji z partner/ką, odsunięcie się ważnej osoby od nas albo nasze od niej (ojca matki brata siostry przyjaciela) są oceniane jako najbardziej stresujące, i najtrudniejsze. Jest oczywiste że pojawiają się emocje. Każdy z nas doświadcza straty i każdy radzi sobie trochę inaczej, lub nie radzi… ale mówienie, zrób to bo mnie to pomogło nie zawsze jest dobrą radą. Najlepszą pomocą jest słuchanie lub nauczenie się słuchania siebie i pozwolenia sobie na wszystkie emocje. Nie pozostawanie na jednym etapie – pierwszym etapie – żalu. Traci się przyjaciół, znajomych, rozpaść może się małżeństwo, zakończyć związek, z którym wiązało się nadzieje. Żal jest to naturalny, pozostawanie w nim- nie. .Przejście cyklu emocji po stracie i pozwolenie sobie na przeżywanie wszystkich emocji pozwoli odzyskać równowagę emocjonalną i pójść z życiem naprzód.
Kiedy zaczynają docierać do nas różne emocje, smutku, żalu, a nawet złości i gniewu, nie trzymajmy się tylko na siłę do żalu i smutku. Tak, wiem, jak złościć się na kogoś kto umarł… trudne… jeśli za trudne można złościć się na sytuację, która nas spotyka. Złość społecznie jest uznawana za negatywną i ma zupełnie idiotyczne skojarzenie w polskim języku ze złem. Jeśli mamy problem z uruchomieniem i wyrażeniem złości to trzeba szukać pomocy. Tymczasem gniew i złość są dobre w sytuacji przeżywania rozstania. Kiedy uda się zacząć dbać o siebie w drobiazgach szukać przyjemności mogą również pojawiać się uczucia poczucia winy, smutku i zwątpienia na przemian z siłą do podejmowania działań i nadzieją, że wszystko się ułoży. Jeśli pozwalasz sobie na wyrażanie uczuć, dostrzegasz prawdę: o tym, że przedwczesna śmierć nie jest winą, prawdę, o relacji, o tym, odejście kogoś od nas lub nas od kogoś ze związku to efekt relacji, która spełniła pokładanych nadziei, że ojciec, matka, których chcemy widzieć na piedestale nie są świętymi… ale nie są też złymi do szpiku kości.
Jeśli przejdziemy te emocje w całości, jesteśmy gotowi do życia. Jednak niektórzy zatrzymują się w momencie gniewu i zawiści lub smutku i rozpaczy, albo przeskakują je mówiąc – ja nie czuję złości akceptuję tę sytuację. Tymczasem nie czuję oznacza tylko nie mam dostępu. Złość nie wymaga tłuczenia talerzy. Wystarczy zdać sobie sprawę, że jest. Brak prawdy o emocjach nie pozwala zakończyć procesu rozstania.
Co daje nam w takiej sytuacji żal? Usprawiedliwienie, że nie idziemy do przodu, bo przecież tak nam źle, tak podle los nas potraktował – byliśmy zostawieni, odrzuceni… Może to wydawać się niedorzeczne, ale przynosi nam to korzyści. Jesteśmy wyjątkowi – ludzie użalają się nad nami (a my idziemy za nimi, lub odwrotnie) – „w tak młodym wieku stracić rodzica, została z dziećmi sama/sam – biedna / biedny , ojciec ich zostawił biedne dzieci”. Może też być inaczej „Rodzic nie żyje a jak sobie świetnie radzi, sam/a z dziećmi jaka/i dzielna/y, wychowani bez ojca/matki a poukładali sobie życie” Te dwie sytuacje łączy poczucie wyjątkowości -brzmi to tak „nie ważne czego doświadczam, ważne, że mogę się z tym zidentyfikować i poczuć się wyjątkowy”.
Nie chcę umniejszyć wagi bólu. Chcę powiedzieć,że dopóki będziemy przywiązani do swojego problemu jaki by on nie był, dopóki będziemy się z nim identyfikowali uważając, że jest częścią nas dotąd nie ma szans na uwolnienie. Niczego nie tracisz i nie osiągasz przez czy dzięki rozstaniom. Dzieje się to przez/dzięki Twoim decyzjom.
Pozdrawiam ciepło wszystkich zmagających się z żalem. Ster Waszego życia czeka na Wasze decyzje 🙂

