Krok nr 1 do równowagi

Moi Drodzy… Coraz częściej myślę co tak naprawdę daje nam spokój i szczęście. Ogólniki pod tytułem zaakceptuj siebie, kochaj siebie choć prawdziwe mogą być zbyt trudne lub niezrozumiałe. Z moich doświadczeń osobistych wynika, że spokój daje mi porozumienie z samą sobą. Życie wg moich potrzeb i moich priorytetów. Wiele doświadczyłam i wiele zrozumiałam. Dystans, bycie obserwatorem siebie i swojego dojrzewania bez oceniania innych ludzi, oswojenie własnej ekspresji emocjonalnej (co broń Boże nie oznacza założenia kagańca na emocje) pozwala na zachowanie równowagi i cieszenie się każdym dniem. Owszem są dni kiedy równowaga jest zachwiana, ale nigdy nie przekracza granicy za którą jest chaos wartości i emocji. Mamy prawo do naszego życia, do tego aby było dla nas dobre. To zawsze spotka się z ciepłem i zrozumieniem jednych oraz z obrażaniem się na nasz tzw egoizm ze strony innych ludzi. Zachowanie równowagi, nie martwienie się odrzuceniem naszych wyborów – brak poczucia winy i/lub przyjęcie ciepłej akceptacji bez poczucia euforii pokazuje, że jesteśmy niezależni emocjonalnie i duchowo od ludzkich reakcji. Człowiek żyjący w zgodzie ze swoim sercem jest szczęśliwy i spokojny nawet kiedy jest smutny. Smutek jest przejściowy a przyjaźń ze sobą jest trwała i wiele warta. Szacunek i Miłość do siebie pomaga przezwyciężyć ból, który niosą różne sytuacje w życiu, pomaga z Miłością patrzeć na świat.

Pierwsze kroki do spokoju nie są krokami milowymi, zmianami życiowymi na dużą skalę. Nie musisz rzucać się w obronie siebie na wszystkich dookoła. Zwykłe zdarzenia uczą zachowywać równowagę. Dziś… 11:45 jadę na spotkanie taksówką, zorientowałam się , że kierowca wiezie mnie dookoła. Teraz jednak nie mam już wyjścia – nie ma jak zmienić trasy. Czuję narastającą irytację. Jedne światła, drugie, 12:00 (normalnie od 5 minut byłabym na miejscu) Wysyłam smsa, że się spóźnię. Nie znoszę tego… Kierowca pyta mnie gdzie jest miejsce, do którego jadę – jesteśmy dość daleko. Wyłączył taksometr wiedząc, że zaplątał się w trasie. Próbuje szukać numeru. Czuję, że jestem zdenerwowana. Oddycham. Mówię spokojnie „Tu wysiądę i dojdę ten kawałek”.  Płacę, wysiadam. „Do widzenia” Oddycham głęboko. Ten piękny dzień jest więcej wart niż irytacja z powodu czyjegoś błędu i spóźnienia…. 13:40 jestem w sklepie w kolejce do kasy. Pani kasjerka najwyraźniej się uczy. Trwa to zdecydowanie za długo, pomijając, że w którymś momencie kopnęła-  jak się wyraziła – coś pod kasą i taśma z wyłożonymi produktami klientów nie miała ochoty się zatrzymać – m.in. moje mleko wylądowało na czyimś grillu. Zamieszanie… Burkliwość w kolejce… Zdarza się , ale czy muszę się denerwować, czy mój dzień jest tego wart? 14:00 Farmaceuta w aptece usiłuje mnie przekonać z miną naukowca, że chlorek magnezu jest źle wchłaniany i chce sprzedać mi maksymalnie drogi tlenek magnezu… „Proszę chlorek a jeśli Pan nie ma to cytrynian magnezu” Trzymając w ręku cytrynian nadal opowiada mi z nadęciem, że on nic nie wie jakoby cytrynian był lepszy od tlenku. W tej sytuacji nie tłumaczę, że skończyłam też farmację, mówię tylko spokojnie: „Z moich doświadczeń i mojej wiedzy wynika że jest inaczej. Sprzeda mi Pan to co mi służy? Spieszę się. Dziękuję.” Nie pozwalam, aby czyjś zły dzień wpłynął na moje samopoczucie.

Jest 14:58 ciekawe co się jeszcze wydarzy 🙂 Dobrego popołudnia Wam życzę.